logo

 
Rezerwat "Świdwie" zaprasza
 
  • Home

Wodniczka

Niewielki ptaszek, w ostatnich dwóch, trzech dziesięcioleciach zrobił oszałamiającą karierę jako gwiazda medialna, stał się ikoną ochrony przyrody. W latach dziewięćdziesiątych dość przypadkiem odkryto sporą populację wodniczek na Karsiborskich Łąkach. A co było wcześniej?. Po II wojnie światowej mimo licznych badań, nikt nie podawał obecności tego gatunku w szeroko pojętym estuarium Odry. Trzeba było sięgnąć głębiej, tu niezastąpionym źródłem są prace Paula Robiena ( Paula Ruthke ).

Zacytuję fragment; Paul Ruthke „Die Brutvogel des Monnegebietes im pommerschen Oderdelta” . Herausgeber: Dr. Herbert Bruns und Dr. Otto Niebur. 1951 w tłumaczeniu Joanny Behrendt.

Acrocephalus paludicola jest ptakiem charakterystycznym dla rozległych porośniętych turzycą łąk całej Doliny Odry. Z każdego wyłaniającego się z morza traw źdźbła, z każdej byliny, godzinami rozlega się po tych terenach jednostajny, wibrujący śpiew samczyków, tak różny od urozmaiconego śpiewu rokitniczki. Jednakże trzepoczący wiosenny lot tokowy rokitniczki jest również udziałem tego ptaka. Podczas gdy na terenie wyspy Mienia gatunek ten ogranicza się jedynie do niewielu łąk turzycowych, zwłaszcza Łąki Mieleńskiej, na terenie Doliny Odry na południe od Szczecina wodniczka występuje miejscami znacznie częściej niż rokitniczka. Natomiast na terenach porośniętych zaroślami jest częściej spotykana. Jednak jeśli na otwartej przestrzeni zbliżymy się do śpiewającej wodniczki, od razu znika bez śladu w morzu turzyc. Na skutek swojego trybu życia, bardziej skrytego niż w przypadku rokitniczki, niektóre aspekty jej okresu lęgowego pozostają dla nas nieznane. Gniazda znaleźć można jedynie przypadkowo. Budowane są wśród turzyc i są nie do odróżnienia od małych gniazd rokitniczki. Nie mogliśmy również z całą pewnością rozróżnić jej jaj. Liczebność wodniczki zdaje się w ostatnich latach wahać. Szczególnie często występowała w latach 1927, 1931 i 1934. Od połowy do końca czerwca widuje się gotowe do lotu młode. Natychmiast daje się ponownie zauważyć wzmożona aktywność śpiewacza, co nasuwa przypuszczenie o dwóch lęgach, możliwe, że jedynie częściowych. Bardzo ważne są dalsze badania w tym zakresie!”

Tyle Robien.  Wkrótce na ponad pół wieku  nastąpiła wodniczkowa „czarna dziura” czyli żadnych informacji, nawet pewnie już zapomniano o tym gatunku. Przynajmniej na terenach polskich bo w Europie niewielka populacja była podawana w Szwajcarii. Dopiero przypadkowe odkrycie w Karsiborzu wywołało ogromne zainteresowanie w światku polskich i europejskich „ptakolubów” a co ważniejsze sponsorów nie szczędzących grosza na ochronę ptaszka, który odrodził się jak Feniks z popiołów. VIP-y gromadnie odwiedzały Karsiborską Kępę, nawet głowy prawie koronowane, bo wizytujący rezerwat książę Walii jest dopiero następcą brytyjskiego tronu.

Szum medialny spowodował wręcz lawinowe ekspansywne odkrywanie kolejnych stanowisk rzadkiego ptaszka.  Każdy chciał upiec swoją pieczeń, podłączyć się do strumyka euro, stać się sławnym lub nakarmić lokalny patriotyzm. Ekspansji geograficznej ptaszki dokonały wręcz w wybuchowy sposób. W ciągu kilku lat wodniczka ujawniła się w wielu punktach na obszarze sięgającym Moskwy, Węgier,  południowej Ukrainy i północnej Łotwy. Szacunki mówią o około 20 tysiącach par w skali światowej. W Polsce największe populacje żyją na Bagnach Biebrzańskich, w Dolinie Narwi, Chełmskich Torfowiskach Węglanowych, na terenach Dolnej Odry i wstecznej delty Świny.

Wodniczka. Foto: Clanga

Szok po ponownym odkryciu wodniczki na Karsiborskiej Kępie trwał przez 2-3 lata. Sprawozdania roczne podawały nawet po 260 spiewających samców czyli 3-4 osobniki na hektarze łąki brutto ( z krzakami, wodami, wałami przeciwpowodziowymi itp. ). Wkrótce skorygowano liczebności do poziomu 20 śpiewajacych ptaków, potem już tylko siedmiu i pięciu w kolejnym roku. Od kilku lat nie stwierdzono występowania wodniczki w siedlisku. Zresztą nie tylko na Karsiborskich Łąkach, Niemcy stały się krajem zupełnie bez wodniczki. Na pomorzu zachodnim jedynie kilka śpiewających samców utrzymuje się w turzycowiskach  Bagien Rozwarowskich. Na starych siedliskach trwają poszukiwania.

Poszukiwanie wodniczki. Foto: Kazimierz Olszanowski

Nie sposób stwierdzić czy wodniczaka na zachodnich skrajach występowania zanika z przyczyn naturalnych czy może szkodzi jej zbytnie zainteresowanie „wodniczkologów”. Lokalni specjaliści od wodniczki mogą wyginąć podobnie jak ptak tylko że z braku zajęcia i kasy. Wymyślono nową strategię; „ na Bagnach Biebrzańskich” odłowi się z pięćdziesiąt ptaków i wypuści w Karsiborzu”. Wspaniały pomysł potraktowania żywych ptaków jak martwe przedmioty budzi zastrzeżenia etyczne spowodowane obawami o los ptaków. Bo co się stanie jeśli okaże się że populacja biebrzańska różni się genetycznie lub od pokoleń odlatuje na zimowiska inną trasą niż ptaki z Delty Odry. Co zrobią przymusowi imigranci z Biebrzy, czy mają szansę przeżyć?.

Migracja

O migracjach wodniczek wiemy bardzo niewiele. Dopiero od niedawna dzięki chipom, w które zaopatrzono kilkanaście osobników i śledzeniu ich ruchów przez urządzenia satelitarne mamy jeszcze wprawdzie dość niejasny pogląd na trasy wędrówek tego gatunku. Owa niejasność wynika z faktu że odzyskano tylko jeden chip a jak wiadomo jedna jaskółka wiosny nie czyni. Na podstawie badań, w tym trasy zapisanej w urządzeniu uznano że wodniczki z Europy środkowej i wschodniej, różnymi szlakami przez Niemcy, Belgię, Holandię, Francję i Gibraltar odlatują do zachodniej Afryki gdzie zatrzymują się dłużej, zimując na terenie Senegalu. Ostatnie badania wykazały że przynajmniej część, w drodze powrotnej przelatuje w poprzek Afrykę subsaharyjską i przez Bałkany powraca na tereny lęgowe. Jak na niewielkiego ptaszka pokonuje całkiem sporą trasę okrężną, prawdopodobnie odwiedzając kolejno miejsca zasobne w pokarm; drobne owady. Kilku badaczy twierdzi że, niektóre populacje w obydwie strony przelatują nad Bosforem.

Rodzi się pytanie co z pozostałymi ptakami obarczonymi plecakami z chipami i zmuszonymi do pokonania dalekiej, trudnej drogi z dodatkowym obciążeniem. Ciężar i znacznie zwiększony opór powietrza w czasie lotu mogły spowodować że większość ptaków nie doleciała do celu.

Całą wodniczkową aferę mimo woli zapoczątkował prawie sto lat temu Paul Robien. Tylko że on miał zupełnie inne motywacje i nie szkodził zwierzętom, pewnie dlatego zasłużenie przeszedł do historii.

Paul Robien (  Paul Ruthke) ( 1882-1945 )

Urodzony w Bobolicach na Pomorzu, pierwsze kilkanaście lat życia spędził na ustawicznej gonitwie za chlebem, imając się przeróżnych prac, nawet żebrząc w czasie włóczęgi po Europie. Kolejne lata pływał jako palacz lub marynarz na niemieckich statkach. Przed 1912 rokiem powrócił na Pomorze i osiedlił się w Szczecinie. Pracował w muzeum badając i preparując ptaki. Po I wojnie światowej osiadł na wyspie Zoll Werder ( Sadlińskie Łęgi ), początkowo bytując na łodzi nieco przystosowanej do zamieszkania a następnie w specjalnie wybudowanej przez miasto Szczecin stacji ornitologicznej. Traktując stację jako bazę wypadową organizował wyprawy w atrakcyjne przyrodniczo tereny, samotnie lub z grupą wolontariuszy przemierzał Meklemburgię i Pomorze Zachodnie, badając ornitofaunę. Również stacja była często odwiedzana przez ornitologów lub ludzi zainteresowanych ptakami.

Początek XX wieku to czasy kiedy jeszcze kwitł proceder nazywany myślistwem sportowym. Kilku „sportowców” wsiadało w bryczkę i jadąc po plaży strzelało do wszystkiego co mogło fruwać. Wygrywał ten, który miał na koncie najwięcej zastrzelonych ptaków, głównie mew.

W swoich publikacjach Robien przeciwstawiał się ostro takiemu i podobnym procederom. Uważał że każde stworzenie ma prawo do życia, że człowiek jest tylko częścią przyrody i nie powinien jej bezmyślnie niszczyć. Musiały minąć trzy pokolenia by idee Robiena znalazły uznanie u współczesnych. Teraz już wszyscy mówią o zrównoważonym rozwoju, lecz mało kto wie co to naprawdę znaczy.

Paul Robien przeżył wojnę na swojej wyspie. W grudniu 1945 roku jeden z polskich rybaków mieszkających w Dąbiu, znalazł zwłoki Robiena i jego żony Ewy, w pobliżu stacji. Prawdopodobnie zostali oboje zamordowani przez radzieckich marynarzy pilnujących lotniskowca „Graf Zeppelin”, który miał być niedaleko zakotwiczony. To jest wersja w miarę oficjalna, nie uwzględniająca faktu że Rosjanie podnieśli  wrak okrętu dopiero w maju 1946 roku czyli pół roku po śmierci Robiena i Ewy Widhorn. Miejscem zatopienia lotniskowca były okolice Stoczni Remontowej „Gryfia” odległe o 9 kilometrów od domu Robienów.

Jeśli prawdą są informacje że Robien odważył się napisać w czasie I wojny listy do kaisera z propozycją abdykacji a tym samym przerwania bezsensownej rzezi wojennej, oraz w czasie kolejnej wojny do Goeringa z żądaniem likwidacji bazy wodnosamolotów na jeziorze Dąbie, bo samoloty płoszą ptaki, możemy domniemać że był człowiekiem prawym, odważnym, bezkompromisowym choć może nieco naiwnym. Obecnie został uznany ojcem duchowym niemieckich „Zielonych”.

Drugiego sierpnia bieżącego roku gościł nad Świdwiem pan Hartwig Ruthke wnuk Paula Robiena. Księgozbiór Świdwia wzbogacił się dzięki tej wizycie o dzieło jego autorstwa:

Paul Robien 1882 - 1945

Paul Ruthke  1908 - 1981

wydanego z okazji setnej rocznicy powołania stacji ornitologicznej na wypie Mienia.

KO



Ptasie imperium

blisko Szczecina

Mapa dojazdu

Kontakt

Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Szczecinie, Ośrodek Dydaktyczno Muzealny Świdwie.

Swidwie, Zachodniopomorskie, 71-004, Polska.

Tel. 91-420-21-99

Kazimierz Olszanowski

[email protected]

tel 607 143 831

Krzysztof Adamczak

[email protected]

tel 519 596 730

Adres do korespondencji:
Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Szczecinie
ul. Teofila Firlika 20    71-637 Szczecin