logo

 
Rezerwat "Świdwie" zaprasza
 
  • Home

kulik wielki

Migracje
„Ja wiem, że nic nie wiem” - te słowa wypowiedział Sokrates ponad 2500 lat temu i aż wierzyć się nie chce, że przez ten czas zupełnie nie straciły swojego znaczenia. Dotychczas byłem święcie przekonany, że wiem sporo na temat biologii i migracji największej, europejskiej siewki czyli kulika wielkiego, jednak sprawdzone w kilku niezależnych źródłach informacje dotyczące zimowania tego gatunku pozbawiły mnie złudzeń. Podobnie jak rzekoma niezależność źródeł; te same zwroty, podobnie sformułowane myśli, identyczne liczby świadczą, że ich autorzy „zżynają” jeden od drugiego często bezkrytycznie…, Sokrates znowu miał rację.
Weźmy pod uwagę na przykład zimowiska gatunku obejmujące tereny od południowej Islandii przez Wyspy Brytyjskie, wybrzeża Morza Śródziemnego, Bliski Wschód aż po zachodnie skraje Półwyspu Indyjskiego. Budzą one podejrzenie powielania danych systemem „kopiuj, wklej”. Wybitnie rozległe tereny obejmują różne strefy klimatyczne, od subarktycznych wybrzeży, przez suche jak pieprz pustynie, po mokre lasy monsunowe. Takich różnorodnych zimowisk nie ma żaden inny europejski gatunek, a jeszcze na dodatek istnieją populacje, które nie migrują. Są to głównie kuliki zamieszkujące Wyspy Brytyjskie. Narzuca się pytanie skąd przylatują kuliki zimujące na Islandii? I drugie, czym się tam żywią w zimie? Zaśnieżone równiny i strome skaliste klify nad oceanem w żaden sposób nie kojarzą się z miejscem, gdzie może przetrwać kulik, wulkaniczne utwory górskie też są mało życzliwe dla zimującego ptaka. Zimujący tu kulik musi przelecieć w jedną stronę nie mniej niż 900 kilometrów nad burzliwym, północnym Atlantykiem co stanowi dla niego ogromny wydatek energetyczny. Na zimowej Islandii szanse na odbudowanie potencjału są znikome.
Typowe wybrzeże południowej Islandii w zimie. Foto: Kazimierz Olszanowski
Europejskie ptaki przed nastaniem zimy migrują ku cieplejszym strefom gdzie mają więcej szans na zdobycie pożywienia, kulik wg licznych źródeł czyni odwrotnie. Sokrates nic nie wiedział o Islandii, a już z pewnością nie znał faktu, że zimowy dzień trwa tam tylko kilka godzin co ogranicza czas żerowania ptaków. Gdyby żył współcześnie to jakby zmodyfikował swoje słynne powiedzenie?
Podgatunek europejski ( N.a. arquata ) zamieszkuje znaczną część kontynentu od Pirenejów po Ural, jednak bez skrajnie północnych i południowych terenów. Należy też wyłączyć wysokie góry, zwarte lasy i obszary zurbanizowane. Czyli tak naprawdę potencjalnie pozostają dobrze nawodnione, większe łąki w dolinach rzek. Na wschód od Uralu lęgnie się podgatunek wschodni ( N.a. orientalis ) migrujący na wschodnie wybrzeża Azji a nawet na Wyspy Sundajskie.
Kulik w locie. Foto: Lech Karauda
Wymienione wyżej osiągnięcia turystyczne obydwu podgatunków bledną w porównaniu z wędrówkami ich kuzyna kulika mniejszego (Numenius phaeopus). Ten zawzięty włóczęga, kilkoma podgatunkami zasiedla północne strefy Azji, Europy i Ameryki Północnej. Zimuje na wszystkich kontynentach półkuli północnej, nawet w Afryce. Zasięg zimowisk obejmuje też północną część Ameryki Południowej.
Opowieść o ptaku mimo woli przekształciła się w opowieść o geografii. Kulik wielki, gatunek obiektywnie mówiąc, dość nieliczny gniazduje i zimuje ponoć w tylu miejscach, że aż zmusza do powątpiewania w aktualność i prawdziwość cytowanych informacji. Stary Sokrates w Hadesie śmieje się w kułak.
Kulik w Polsce
W Polsce kulik mniejszy obserwowany jest tylko na przelotach, natomiast gniazduje u nas wyłącznie podgatunek europejski kulika wielkiego. W ostatnich latach naliczono w Polsce ( 2014 rok ) tylko 150 - 250 par. Wcześniejsze o kilka lat dane podają wartości 600 - 750 par. Tak duża różnica wynika pewnie po części ze sposobu liczenia, a po części z dramatycznego spadku liczebności populacji. Z tak zwanej „ostrożności procesowej” oraz informacji o powtarzającym się braku sukcesu lęgowego u wielu par, osobiście optuję za dolną granicą liczebności, czyli około 150 par. W tym zdecydowanie największa populacja około 100 par zamieszkuje bagniste łąki nad Biebrzą i Bzurą (w 2014 roku naliczono tam już tylko ok 40 par). Po kilka par żyje na Lubelszczyźnie oraz w widłach Wisły i Sanu, pozostałe w niewielkich, efemerycznych subpopulacjach w dużym rozproszeniu. Na całym Pomorzu, Warmii i Mazurach gdzie nie brakuje odpowiednich łąk, wskazywana jest znikoma liczba par nad Dolną Odrą i nad jeziorem Miedwie. Wiele wskazuje że są to już dane historyczne.
Wygląd
Wypada przedstawić naszego bohatera, zdjęcie poniżej prezentuje ptaka wielkości dużej wrony a nawet małego kruka, jednak bardziej subtelnie zbudowanego i ubarwionego. Porównanie z roślinnością łąkową ( połowa maja) zwłaszcza z wysokością kwitnącego mniszka potwierdza to doskonale. Łąkowa ruń maskuje stosunkowo długie nogi, typowe dla większości gatunków siewek. Cechą charakterystyczną jest smukły, długi do kilkunastu centymetrów, lekko wygięty dziób, precyzyjne wręcz chirurgiczne narzędzie służące do wydobywania pożywienia; drobnych bezkręgowców, z gleby, płytkiej wody czy kryjących się między roślinami.
Kulik wielki. Foto: Przemysław Wójcik
Zagrożenia
Najważniejszym zagrożeniem dla awifauny łąkowej, w tym kulików, jest działalność ludzka: bezpośrednia i pośrednia. Działalność bezpośrednia przejawia się w zbyt wczesnym wykaszaniem łąk, jeszcze w sezonie lęgowym, lub w okresie wodzenia piskląt. Niegdyś wykaszanie łąk ręczną kosą odbywało się powoli i pozwalało na ucieczkę nawet jednodniowym pisklaczkom. Obecnie szybko poruszające się kosiarki nie dają im szansy na schronienie się w bezpiecznym miejscu i przetrwanie krytycznego momentu. Bardzo modne, bo poparte instrumentami finansowymi, ekstensywne użytkowanie łąk zakazuje stosowania zbyt wczesnych terminów prac. Koszenie można rozpocząć dopiero od pierwszego lipca, dając wtedy szanse na przetrwanie młodego pokolenia ptaków łąkowych. Ponadto zaleca się koszenie „od środka” co ułatwia ucieczkę nielotnych młodych poza granicę wykaszanej działki. Na Pomorzu Zachodnim te zasady są pilnie przestrzegane, ale jak sprawa wygląda w pozostałej części kraju, nie wiem, przecież nikt nie chwali się notorycznym łamaniem przepisów, a ja nie zamierzam powtarzać plotek choć widywałem już łąki wykaszane w początkach czerwca.
Pośrednio zawinioną przez człowieka przyczyną spadku liczebności kulika i innych zwierząt jest wzmożone drapieżnictwo. Oprócz naszych rodzimych drapieżników lisów i dzików bytujących tu od tysiącleci sprowadzono do Europy jenoty i norki amerykańskie. To głównie one dokonują rzezi piskląt i zniszczenia lęgów. Dowodem może być sytuacja zaistniała na łąkach w okolicy wsi Grunewald kilka kilometrów za niemiecką granicą. Stwierdzono tam w kwietniu ubiegłego roku (2016) obecność pięciu par kulików, które przystąpiły do lęgów. Kontrola w drugiej połowie maja wykazała, że wszystkie lęgi zostały zniszczone przez drapieżniki.
Kuliki nad Świdwiem
Kuliki na świdwiańskich łąkach pojawiły się dopiero kilka lat temu, wcześniej nie były podawane z tego terenu. Skąd mogły się wziąć? Wiele wskazuje, że są to emigranci z pobliskiej, niemieckiej wyspy Riether Werder położonej na Jeziorze Nowowarpieńskim przy samej granicy państwa. Cała wyspa jest rezerwatem przyrody. Już od kilkunastu lat kuliki wielkie cieszą się tu wysokim sukcesem lęgowym. Do takiego efektu niewątpliwie przyczynili się opiekunowie rezerwatu starannie eksterminując czworonożne drapieżniki. Niewielka powierzchnia wyspy ogranicza dalszy rozwój ilościowy. Młode ptaki muszą znaleźć sobie nowy „Lebensraum”. Już próbowały skolonizować łąki w pobliżu wsi Grunewald, tam niestety wszystkie lęgi zostały zniszczone przez drapieżne ssaki. W bieżącym roku w rezerwacie Świdwie stwierdzono typowe zachowania w okresie toków i pewne gniazdowanie kulików.  Trzeba mieć nadzieję, że gniazda lub młode nie padną łupem lisa, norki czy jenota. W tym przypadku objawił się sojusznik kulików, czyli wataha wilków. One nie znoszą konkurencji i w miarę możliwości pilnie likwidują psowatych kuzynów. Od kilku lat obserwujemy znaczny spadek ilości lisów i jenotów. Dziki też przestały panoszyć się w biały dzień na otwartej przestrzeni. Na czarnej liście pozostały norki amerykańskie, wróg nr 1 Krzysztofa, który przygotowuje wielką akcję odwetową. Oby nie była to działalność w stylu don Kichote de La Mancha. Nawet jeśli wytępimy norki w rezerwacie i najbliższym sąsiedztwie tylko kwestią czasu będzie ponowne zasiedlenie naszych terenów. Może jednak w tym czasie kuliki wystarczająco rozmnożą się na naszych łąkach.
KO


Ptasie imperium

blisko Szczecina

Mapa dojazdu

Kontakt

Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Szczecinie, Ośrodek Dydaktyczno Muzealny Świdwie.

Swidwie, Zachodniopomorskie, 71-004, Polska.

Tel. 91-420-21-99

Kazimierz Olszanowski

[email protected]

tel 607 143 831

Krzysztof Adamczak

[email protected]

tel 519 596 730

Adres do korespondencji:
Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Szczecinie
ul. Teofila Firlika 20    71-637 Szczecin